Od marzenia przez morze – ku nowemu życiu
Miałem naście lat, gdy dzięki uprzejmości kolegi pierwszy raz wypłynąłem na małym kabinowym jachcie. Żeglowaliśmy po Martwej Wiśle i Wiśle Śmiałej. Wystarczyło kilka dni na wodzie, by zakochać się w żeglarstwie.
Ale wtedy nie było ani pieniędzy, ani szans, by tę pasję rozwijać.
Potem przyszło życie: rodzina, dzieci, obowiązki.
Marzenia… zatonęły. Na długo.
Dopiero mając 43 lata – 15 lat temu – wróciłem na wodę. Wyruszyliśmy z moją partnerką na krótki rejs po Zatoce Gdańskiej. Chcieliśmy dopłynąć do Bornholmu, ale pogoda pokrzyżowała plany. Sztorm zmusił nas do odwrotu. To był trudny rejs – i jednocześnie przełomowy.
Wszystko wróciło.
Pragnienie wolności. Ciszy. Przestrzeni.
I marzenie o czymś więcej niż tylko „jeszcze jeden rejs”.

Zaczęliśmy pływać regularnie: Bałtyk, Morze Śródziemne.
W 2014 roku zrobiłem uprawnienia do żeglugi morskiej.
W 2016 roku – pierwszy jacht: Dufour Arpege 30, nazwaliśmy go Eunika.
Kupiona na raty, do remontu – ale dzielna.
Z nią rozpoczęliśmy naszą prawdziwą drogę morską.
Z czasem zapragnęliśmy czegoś większego. Stabilniejszego. Bardziej na ocean.
Zamiast spacerów po parku – spacerowaliśmy po marinach. Szukając.
Aż w 2020 roku trafiliśmy na jacht, którego nikt nie chciał.
Zniszczony, bez masztu, zapomniany przez właściciela. Stał odłogiem sześć lat.
Kupiliśmy go.

Dziś to Enia – jacht typu Willing 31.
Nazwa ma dla nas szczególne znaczenie: Enia to imię mojej zmarłej siostry.
W ten sposób zabieram ją symbolicznie w tę podróż dookoła świata.
Własnymi rękami odnowiliśmy jacht. Wciąż go ulepszamy.
Każdy kabel, każdy kadłubowy szczegół, każde okucie – to nasze dzieło.
Na razie pływamy po Bałtyku. Ale sercem jesteśmy już daleko.

Ten projekt to nie tylko rejs dookoła świata.
To droga do zmiany życia.
Droga do pokazania, że nigdy nie jest za późno, by sięgnąć po marzenia.
I że każdy może znaleźć swój własny horyzont 37.


